Ostatniego dnia czerwca, czyli w pierwszy dzień wakacji rusza nowy, śląski projekt
„Wakacje z piłką”, którego odbiorcami będą dzieci ze środowisk
zagrożonych wykluczeniem społecznym, zamieszkałe na terenie miast
aglomeracji śląskiej lub dzieci chętne z poza niej, korzystające z
pomocy organizacji publicznych i pozarządowych, a także rodziny tych
dzieci, organizacje pomocowe, lokalne oraz kluby sportowe.
W projekcie będzie uczestniczyć 16 drużyn ośmioosobowych dzieci w wieku
12–14 lat oraz zawodowi piłkarze śląskich drużyn ekstraklasy oraz innych
lig.
Rozpoczynamy nasz nowy projekt 2017-2018
czwartek, 21 czerwca 2012
piątek, 15 czerwca 2012
Zapraszam do udziału w szkoleniu: „WOLONTARIUSZE DLA BOBRKA”,
Centrum Misji i Ewangelizacji
Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP zaprasza do udziału
w szkoleniu: „WOLONTARIUSZE DLA BOBRKA”,
dofinansowanym przez Program
Operacyjny Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.
Celem szkolenia jest
podniesienie kompetencji osób, które chciałyby pracować z dziećmi i młodzieżą
ze środowisk zagrożonych wykluczeniem społecznym.
Szkolenie adresowane jest do
osób z Górnego Śląska, które ukończyły 18 rok życia i chcą pracować z dziećmi i młodzieżą z bytomskiej
dzielnicy Bobrek. Szczególnie zapraszamy studentów i absolwentów kierunków:
pedagogika, psychologia, wychowanie fizyczne, sztuki piękne oraz osoby po 50
roku życia, które mają doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą.
Od 2010 roku nasza organizacja
prowadzi na Bobrku zajęcia z zakresu pedagogiki ulicy. W ramach swojej pracy
organizujemy różne warsztaty, m.in. fotograficzne, kulinarne, sportowe.
Pracujemy w małych grupach w terenie. Poszukujemy wolontariuszy, którzy są
gotowi pracować z dziećmi w ich środowisku zamieszkania pod okiem pedagogów
ulicy.
Absolwentów szkolenia zaprosimy
do odbycia praktyki wolontariackiej w naszej organizacji na warunkach zawartych
w Ustawie o działalności pożytku
publicznego i wolontariacie.
Terminy
szkolenia:
I moduł:
22-23 czerwca 2012
Warsztat
dotyczący pracy z dziećmi na ulicy ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb dzieci
i młodzieży z dzielnicy Bobrek w Bytomiu.
II
moduł: 29-30 czerwca 2012
Warsztat
dotyczący pracy w małej grupie, komunikacji międzyludzkiej, rozwiązywania
konfliktów w grupie.
III
moduł: 4-5 lipca 2012
Warsztat z zakresu
pedagogiki zabawy, pedagogiki cyrku i arteterapii.
IV
moduł: 6-7 lipca 2012
Warsztat
dotyczący pracy środowiskowej z dziećmi przy udziale alternatywnych narzędzi
edukacyjnych oraz warsztat dotyczący wolontariatu w organizacji
pozarządowej.
Wszystkie zajęcia będą prowadzone metodą warsztatową w
Bytomiu-Miechowicach
przy ul. Matki Ewy 1 w godzinach od 9.00 do 17.30.
Uczestnicy otrzymają certyfikaty ukończenia szkolenia.
Warunkiem ukończenia szkolenia jest obecność oraz aktywne uczestnictwo w zajęciach.
Do udziału w projekcie
prosimy zgłaszać się mailowo do 18 czerwca na adres:
monika.cieslar@cme.org.pl
podając:
imię i nazwisko, datę urodzenia, e- mail, telefon kontaktowy oraz list motywacyjny (max 1 strona).
Osoby zakwalifikowane do udziału w szkoleniu zostaną o tym powiadomione 19 czerwca.
imię i nazwisko, datę urodzenia, e- mail, telefon kontaktowy oraz list motywacyjny (max 1 strona).
Osoby zakwalifikowane do udziału w szkoleniu zostaną o tym powiadomione 19 czerwca.
Projekt dofinansowany ze środków Programu Operacyjnego Funduszu Inicjatyw Obywatelskich.
Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP
ul. Misyjna 8
43-445 Dzięgielów
tel. 693 92 73 73
Jednostka lokalna w Bytomiu:
Grupa Pedagogów Ulicy „UNO”
ul. Matki Ewy 1
41-908 Bytom
tel. 693 92 73 73
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Za nami euro i przed nami euro
Dzień I
Dzień
zaczął się wcześnie. Chłód poranka przenikał mimo polaru i bluzy aż do kości.
Miał być piękny słoneczny dzień, a może będzie padać deszcz. Ekipa Ukrainy w
komplecie czeka, by wspólnie udać się na Mistrzostwa. Dwie przesiadki, krótki
spacer, rejestracja i przed 9.00 jesteśmy w szatni. Opiekuje się nami Basia,
która dba, by nam niczego nam nie brakowało. Po 9.30 z małym opóźnieniem ma
miejsce ceremonia otwarcia. 16 drużyn gotowych do turnieju, będzie walczyło
o wyjście z grupy na czterech boiskach. W grupie D za rywali mamy Szwecję,
Francję i Anglię. Pierwszy mecz jest nasz. Równo o 10.00 zaczynamy grać. Rywal
jest trudny. W drugiej połowie zmiana bramkarzy i kończymy z wynikiem 4:7 dla
Szwecji. Jest przerwa do 12.30, idziemy coś przegryźć, ustalamy nową strategię
na Francuzów, którzy są niezwykle mocni i dobrze zgrani. Mecz o 12.30 był
trudny. Chłopcy weszli na boisko z przegranym meczem w sercach i myślach. Wynik
6:2 dla Francuzów nam w tym nie pomógł. Pocieszeniem dla chłopców są wyniki
innych drużyn, 18:0 lub 13:0. Gramy dobrze, lecz brakuje nam zgrania, a kłótnie
na boisku nam nie pomagają. Przed nami szybki obiad. Jakieś gry i zabawy w
międzyczasie, przykuwają uwagę nielicznych z drużyny Ukrainy. Chcą się
jeszcze zgrać, dograć, bo ostatni mecz jest spotkaniem dla nich honorowym. O 14.30 gramy ostatni
mecz z Anglią. Nasza gra jest płynna i szybka. Pierwszy gol dla nas. Prowadzimy
cały czas, a przewaga jest zawsze o dwie, trzy bramki. W drugiej połowie
dochodzi do zamieszania pod naszym polem karnym. Jeden z naszych napastników
wyręcza bramkarza i łapie piłkę do rąk. Musi zejść na dwie minuty, gdyż dostaje
żółtą kartkę. Gramy w czterech w polu, ale tylko przez chwilę. Nasz
napastnik faulował i dostał także żółtą kartkę, a pięć sekund później trzeci
z naszych zawodników za pyskowanie z sędzią, musi także zejść z boiska.
Gramy tylko dwoma zawodnikami w polu i przez następne 2 minuty, które trwały
chyba wieczność, Anglia nie strzeliła nam żadnego gola! Dwóch braci, którzy
przez 120 sekund bronili wyniku, po meczu otrzymali dodatkowe pseudonimy:
Wielki Chudy i Boski Gruby, a bramkarz Cudowny Krzyś. Ta trójka, a także cały
mecz przejdzie do historii, gdyż nie widziałem piękniejszego, mocnego meczu,
niż ten. Nie wyszliśmy z grupy, mimo tego mamy co wspominać i o czym
rozmawiać. Zakończenie dzisiejszego dnia było piękne. Teraz tylko wrócić do
siebie, a rano osiem najlepszych drużyn spotka się znów na boisku. My też
tam będziemy.
Dzień II
Z
innym nastawieniem, ale o tej samej porze spotykamy się na Bobrku. Dziś na
luzie, może z lekkim żalem, że się nam nie udało wyjść z grupy, ale wesoło
nastawieni ruszamy w kierunku śląskiego stadionu. Tym razem autobusem z małymi
przygodami i własną piłką docieramy pod bramy stadionu. Drugi dzień mistrzostw
połączony jest z piknikiem rodzinnym. Jest mnóstwo atrakcji dla ciała i ducha.
Ścianki wspinaczkowe, malowanie twarzy, tatuaże, gry i zabawy, ciasta grill,
itp. Sam nie jestem w stanie tego ogarnąć, ważne, że dzieciaki są. Koło 11.00
dojeżdża do nas grupa dziewcząt z Kasią i Natalią. W przerwach miedzy
rozgrywkami jest mnóstwo zabawy dla każdego. W II Małym Euro mistrzem zostaje
Portugalia, a drugie miejsce zajmuje Dania, trzecie Francja. Oficjalne
zakończenie, wręczenie dyplomów i możemy wracać do domu. Po drodze mamy dwa
małe incydenty. Na Bobrku ma także miejsce festyn przy Parafii Św. Rodziny,
który kilku chłopców także zalicza. Ja wracam do domu, zmęczony i wypluty. A tu
jeszcze drugie euro przede mną…
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Jeden taki dzień w roku
Zanim w szczegółach podzielimy się wrażeniami z Małego Euro 2012 wklejam piątkowy wpis Kasi...
Pogoda nie zachęcała do niczego, a my
mieliśmy takie plany... najpierw basen (obyło się bez, a i tak
byliśmy mokrzy), potem ognisko, które zmieniło się w grilla, a na
samym końcu w pizzę, która miała przyjechać do nas na Bobrek...
Pizza wyszła, tzn. to my doszliśmy do niej. Ale od początku.
Po burzliwym opracowywaniu miesięcy
letnich w sali kanapowej (ładnie brzmi), wyruszyliśmy w trójkę na
zakupy. Robert płacił, my kupowałyśmy =) a wszystko z powodu tego
jednego wyjątkowego dnia, jakim jest Dzień Dziecka. Po zgrabnym
zapakowaniu paczuszek w końcu dotarliśmy na Bobrek. A tam... pusty
plac. Ale na dzieciaki nie trzeba było długo czekać. Paczuszki
przyniosły sporo radości, a mnie udało się nawet namówić K. na
wyrzucenie papierków i butelek po napojach do kosza (a nie na
ziemię). Przydało się, bo ostatnio to jakby nad Bobrkiem przeszło
tornado, które wcześniej odwiedziło wysypisko.
Ale nie był to koniec atrakcji. Z
powodu deszczu nie mogliśmy rozpalić ogniska ani zrobić grilla, i
jako, że wszystko dokoła było mokre postanowiliśmy zjeść pizzę
w lokalu. Udaliśmy się więc w długą i głośną podróż do
restauracji (19 dzieciaków to musiało nas być słychać). Ale
dotarliśmy. Po złożeniu zamówień na 11 pizz pozostało nam już
tylko czekać. W tym czasie furorę robiła spora plazma z
wyświetlanymi reklamami gier komputerowych. W tzw. międzyczasie
dochodziły do nas napoje i kolejno zamawiane pizze. Nie obyło się
też bez pomyłki, w ten sposób dostaliśmy jedną gratis =)
Konsumpcja i rozmowy miały się już
ku końcowi, niecierpliwili się już ci, którzy dostali pizzę jako
pierwsi, a ci ostatni, mieli jeszcze pół godziny czekania... ale
udało się nam wyjść razem i spacerkiem wrócić na dzielnicę.
Tak wspólnie spędziliśmy ten miły choć mokry Dzień Dziecka.
Kacha
piątek, 25 maja 2012
Na raz! Na dwa! Drużyna nasza gra!
Gdy chłopcy
przygotowują się do rozgrywek piłkarskich, dziewczyny relaksują
się. W środę wybrałyśmy się do kina, które znajduje się w
Bytomskiej Agorze. O godzinie 15.00 wyruszyliśmy z Bobrka do
centrum. Szczerze mówiąc repertuar nie był zbyt obszerny, ale
zdecydowałyśmy się na „ Avengers”, taka bajeczka o
superbohaterach:P Wszystko fajnie, tylko film był strasznie długi.
Dziewczyny urządzały sobie wypady do toalety, aby czas szybciej
zleciał. Nie obyło się też bez zwracania dziewczyną uwagi przez
innych oglądających. Dziesięć minut i nawrót rozgorzałych
rozmów. Po seansie szybko na banke i witamy Bobrek z powrotem
W czwartek czyli dziś, żeby już nie było, że tylko się
relaksujemy, postanowiłyśmy mieć mały wkład w Małe Euro 2012.
Jako, że chłopcy będą czynnie uczestniczyć w rozgrywkach, my
postanowimy sprawdzić się w dopingu
Przygotowałyśmy transparenty z hasłami o naszej drużynie (Bytom,
Bobrek, Ukraina, imiona /ksywy chłopaków). Chłopakom bardzo
spodobał się ten pomysł. W końcu fajnie jak ktoś chce, żeby
wygrali i wesprze ich w grze. Przez to całe Małe Euro nawet
zaczynam lubić piłkę nożną
„ Na raz! Na dwa!
Drużyna nasza gra! Na trzy! Na cztery! To nie są już bajery! Na
pięć! Na sześć! Śpiewamy na ich cześć!
czwartek, 24 maja 2012
Trening na stadionie
Skwar i żar
z nieba wskazują, że lato już chyba na dobre wkracza w naszą Polską
rzeczywistość. Jest po 13.00
a dziś szczególny dzień. W ramach Małego Euro 2012 mamy
trening na stadionie Polonii Bytom. Zbieram ekipę i parę minut po 15.00
jedziemy już baną na Olimpijską. Jesteśmy w komplecie. Emocje przed
treningiem są duże. Okazuje się, że trening, który miał się odbyć na bocznych
boiskach treningowych, odbędzie się na murawie stadionu. Piękna murawa, wielka
przestrzeń i jazda, zaczynamy trening. Na murawie około 30-tu chłopaków,
podają sobie piłki raz górą, raz dołem, na lewą nogę i na prawą. Trzech
piłkarzy Polonii Bytom daje wskazówki, motywuje. Po rozgrzewce z piłką, czas na
strzały z dystansu na bramkę z powietrza, z ziemi. Były także oczekiwane rzuty karne
no i wreszcie mecz. Czerwone koszulki, kontra reszta świata. Podziwiam kondycję
młodych i zaparcie, by po tak wielkiej murawie biegać tam i z powrotem. Trening
kończymy wspólnym zdjęciem i możemy wracać do siebie. Widząc zadowolenie i
zarazem zmęczenie chłopków, wiem, że będą walczyć- oby tylko sportowo- do
końca. Buty spisały się znakomicie, lądują u mnie w plecaku i czekają na
kolejny trening.
wtorek, 22 maja 2012
Bobrek ubiera sie w Nike
Podjazd do ściany (tak moja mama mówi na bankomat),wypłata ile limit pozwala, i hajdewićka na Bobrek. Moja żona nie zna tego wyrażenia, przypuszczam, że wielu z Was, szanownych Czytelników, również. Znaczenie jest proste- szybkie udanie się do danego miejsca. Dziś wielki poniedziałek. Dzięki Wam, drodzy sponsorzy, nie poszliśmy na targ, ale udaliśmy się do miejsca, gdzie można zrobić zakupy-prawdziwej galerii handlowej. Dziękuję bardzo za taką możliwość w swoim własnym imieniu, jak i chłopków, którzy są niezmiernie radzi, że tak się sprawy ułożyły. Jest jeszcze jeden powód wyjątkowości tego poniedziałku, szczególny dla naszej organizacji. Tomek Osyra, z OSOS-u złożył nam dzisiaj wizytę. Dzięki uprzejmości PKP, nasze spotkanie było bardzo krótkie, ale jakże intensywne. Nie tracąc czasu, zwarci i gotowi, ruszyliśmy z buta do Plejady, szlakiem zawiłym, lecz tempem żwawym i radosnym. Wpadliśmy do sklepu sportowego i miły pan pomógł nam wybrać i dopasować obuwie. Po 30 minutach byliśmy dopasowani= dziecko+kartonik z butami. Szczerze, nie polecam zakupów w tym sklepie. Zostawiliśmy tam prawie 1000,00 ale Pani przy kasie rabatu nie mogła nam dać- nie chciała? Żenada i kicha. Byłem w potrzasku czasowym i dlatego nie szukaliśmy innego partnera handlowego, a ten nim nie zostanie. Zakupy za nami. Z radosnymi pusami (twarzami) i napojami w dłoniach ruszyliśmy w drogę powrotną. Pamiątkowe zdjęcie na hałdzie i można jechać jutro na trening na stadionie Polonii- Bytom.
Robert
fot. Robert CieślarPS. Mam nadzieję Tomku, że dotarłeś do domu szczęśliwie?
sobota, 19 maja 2012
Urodzinowo
Dawno mnie tu nie było
więc postanowiłam, że i ja coś napiszę. Choć pisania to już
mam po dziurki w nosie (kto wie, ten wie). Ale pierwszy dziewczyński
(to chyba jakieś nowe słowo=)) wypad poza dzielnicę zasługuje na
wspomnienie.
Podczas gdy Robert i
Natalia (i reszta OSOSowców) poszukiwali w rzece słynnych okularów,
ja bawiłam się z dziewczynami trochę inaczej. Ale muszę przyznać,
że też zaczęłyśmy od rzeczki, jako że był piękny, ciepły
dzień. I tak poznałam sławetne na Bobrku „dwa betony”.
Jakoś po trzeciej
godzinie dnia, no nie, wcale nie po TGD – ale zwyczajnie po
piętnastej wsiadłyśmy w banę i chciałoby się rzec: sruuu do
centrum. Najpierw coś przekąsić, a więc KFC. Wydałyśmy kupę
kasy, a w zamian dostałyśmy frytki, twistery, kurczaczki i
niekończąca się strugę napojów, która przybierała różne
smaki; od coli, przez fantę i sprite'a do wszystkich innych
propozycji jednocześnie – powiem Wam, że nawet to nie jest złe,
ale spróbujcie sami. Potem na kręgle do pobliskiej galerii
handlowej. Jako, że jedna z dziewczynek miała w tym dniu urodziny,
odśpiewałyśmy jej „sto lat” drąc się na wszystkie sklepy.
Nie wyrzucili nas=) Po kilkunastominutowej prezentacji tanecznej
dziewczynek, kilku ich kłótniach i zapowiedziach powrotu do domu,
udało nam się w końcu wystartować z bowlingiem. Z połowę czasu
pograłyśmy, połowę „poświęciłyśmy” na kolejne sprzeczki.
Tak to jest, jak się baby kłócą.
Ale żeby zakończyć
miło dzień, poszłyśmy jeszcze na lody. Potem do bany i powrót na
Bobrek. Na dzielnicy zasiedziałam się do ósmej, aż jedna mama
upomniała się o swoje dziecko=) (a propos dzwoniąc do Natalii,
która poznawała uroki Mazowsza). To był męczący, ale miły
dzień, zwłaszcza, że urodzinowy.
Kacha
Po drugiej stronie
Nasza historia jest dość długa i
skomplikowana, tak jak historia dzieci z Bobrka. Kasia i ja miałyśmy
możliwość założenia swojej grupy. Ucieszył nas ten pomysł i od
razu byłyśmy zwarte i gotowe do pracy. Zaczynając swoją karierę
w CME dołączyłyśmy do
grupy Roberta, więc nie było szukania dzieciaków, tworzenia grupy.
Dlatego euforia była tym większa, że zaczniemy tak jak powinno się
zaczynać. Bobrek jest dość duży więc wybrałyśmy dzielnicę, w
którą z reguły się nie zapuszczamy. Totalna nowość. Początkowo
było ok. Chodziłyśmy, chodziłyśmy, wiadomo. Czułyśmy się nie
jak na Bobrku. Nie było miejsc, które już dobrze znamy, nikt nas
nie witał. Pewnego dnia po kilku wcześniejszych obserwacjach,
zaczepiły nas dzieciaki romskie. Od razu skorzystałyśmy z okazji.
Zaproponowałyśmy z Kaśką gry, skakanki, gumę do skakania. Był
to bardzo pozytywny dzień i pokazał nam jak bardzo te dzieci są
spragnione zainteresowania i zwykłej rozmowy. Starsi Romowie również
nas zagadywali, ale nie obyło się bez kilku docinków. Naszym
priorytetowym celem było stworzenie grupy dziewczynek. Znalazłyśmy
potencjalne dzieci. Dziewczynki pochodziły z rodziny romskiej. Wtedy
jeszcze nie wiedziałyśmy nic o ich kulturze i stylu życia. Za
drugim razem na tym podwórku zostałyśmy bardzo niemile
potraktowane, wręcz wyrzucone, Kaśka miała gorzej bo została
poszarpana (Ja prawie oblana wodą). Strach był duży, nigdy nie
czułam zagrożenia tak bardzo jak wtedy. Kolejnego razu poszedł z
nami Robert i wtedy też nie było za miło. Niestety mama
dziewczynek nie zgodziła się na udział dzieci w projekcie. Po
rozmowie stwierdziliśmy, że spróbujemy na naszej zaznajomionej
części, ponieważ aby tutaj cos rozpocząć musiałybyśmy być
codziennie, co na tę chwilę jest niemożliwe. Pracy jest od groma,
ale wiadomo, nie można zrobić wszystkiego. Tutaj praca wymaga nie
100% zaangażowania, ale jeszcze raz tyle. Obiecałyśmy sobie, że
wrócimy tam jeszcze ze wzmożoną siłą oraz większą ekipą
(jeśli kiedyś taka się znajdzie). Ciężko byłoby pogodzić pracę
w jednym i drugim miejscu, trzeba się na coś zdecydować. W tzw.
międzyczasie pojechałyśmy na warsztaty o kulturze romskiej do
Wrocławia, które miało miejsce w Domu Spotkań im. Angelusa
Silesiusa. Bardzo ciekawe zajęcia, które pozwoliły nam inaczej
spojrzeć na kulturę romską. Powrót na drugą stronę Bobrka,
dodał dodatkowego kopa. Nie musimy rezygnować z bycia z grupą
Roberta, która stała się nam bliska i dodatkowo mogłyśmy
stworzyć nową. Miałyśmy już dwie dziewczynki biorące udział w
projekcie kulinarnym, który odbywał się zimą. Teraz pozostało
poszukiwanie pozostałych. Trwało to jakiś czas, ale udało się.
Mamy grupę 7 osobową. W minionym tygodniu, gdy ja miałam zajęcia
w domu dziecka oraz wyjazd na zjazd OSOSU :D Kaśka miała zajęcia w
dzielnicy. Zabrała dziewczyny na kręgle. Wczoraj byłyśmy już
wspólnie. Był do długi i skomplikowany dzień. Zaproponowałyśmy
jednej z dziewczyn możliwość udziału w projekcie. Więc właściwie
wczoraj dobrnęłyśmy do magicznej liczby 7. W zasadzie nie udało
nam się przeprowadzić sensownych zajęć, ponieważ dużo się
działo. Właściwie nie wiedziałam gdzie mam ręce włożyć.
Wyniknął problem z naszymi podopiecznymi, ponieważ dzień
wcześniej piły one alkohol i dochodziliśmy z rodzicami, co się
stało. W końcu na czymś stanęło, chodź jednej wersji nie ma.
Każdy rodzic będzie bronił swojego dziecka, a dziecko będzie
bronić siebie no i najlepszych kumpli. W tym czasie dwóch z
chłopców pobiło się dość poważnie. Rozdzielałyśmy ich z
Kaśką, co nie było łatwe. Utrzymać chłopca większego od siebie
to nie lada sztuka Emocje
były bardzo silne, czułyśmy jak rozpierała ich energia i nie
zamierzają przestać. Na szczęście zbiorowisko gapiów rozeszło
się i chłopcy dali spokój. Kolejnym wczorajszym problemem był
konflikt w naszej grupie. Ekipa podzieliła się na dwa obozy i nic
nie da się zrobić. Chłopcy rozwiązują konflikty siłą i bójką,
natomiast dziewczyny cały czas atakują się słownie. Żebyście
wiedzieli, że mało kto używa takich słów. Ich wena twórcza w
siłowaniu się na słowa nie zna granic. Trzeba pracować nad tym,
aby ani raniące słowa ani bójka nie była rozwiązaniem. Myślę,
że dojdą do porozumienia, jak będą spędzać razem czas… okaże
się w praniu. Jeśli nie, to będzie problem, bo tak pracować jest
bardzo ciężko, po prostu się nie da… no ale musimy dać radę,
bo jak nie my to kto? Napędzamy dzieci do działania, one nas też,
dlatego trwajmy przy nich. Miłego weekendu
Nati
czwartek, 17 maja 2012
O smaczny SOS- czyli jak zrobić ogólnopolski zjazd streetworkerów
Jest piątek, grubo po 12.00
a my, tzn. Natalia i ja wsiadamy do wehikułu i po 9
godzinach przenosimy się do Kamieńczyka nad rzeką Liwiec, gdzie przez weekend odbywa
się zjazd partyjnych koleżanek i kolegów, szanownych członkiń i członków
Ogólnopolskiej Sieci Organizacji Streetworkerskich OSOS. Zdążyliśmy na początek
bardzo długiej mowy, szanownego prezesa Andrzeja Orłowskiego, który sięgnął do
naszej wieloletniej historii zjazdów i przypomniał nam cel oraz powód naszego
wspólnego tam zebrania. Po dwóch minutach zaczęliśmy kolację i wprowadziliśmy
się do naszych apartamentów. Przed nami wspólne ognisko, rozmowy przy jakże
pięknych gwiazdach. Noc była krótka, a pokrzepieni śniadaniem udaliśmy się z
lokalnym streetworkerem Andrzejem na spacer z niespodzianką. Okolica jest
malownicza, gdyby nie słupy energetyczne, można się zakochać. Rzeka, bagna,
słynna skarpa i niespodzianka. Szliśmy brzegiem Bugu i nagle okazało się, że
jest taka możliwość, by go przekroczyć. Udało się przejść wszystkim, prawie
wszystkim. Strata okularów za 1800,00 zł przybiła nas tylko na
chwilę, jedną krótką chwilę. Przygód i zabaw było co nie miara. Wybraliśmy nawet nieoficjalny
hymn. Zjazd zakończył się wspólnym obiadem i rozjechaliśmy się, każdy do swojego
miasta i na swoje ulice.
Link do nieoficjalnego hymnu OSOS-u
Link do drugiego nieoficjalnego hymnu OSOS-u
Link do trzeciego nieoficjalnego hymnu OSOS-u
| fot. Michał Borecki |
Link do nieoficjalnego hymnu OSOS-u
Link do drugiego nieoficjalnego hymnu OSOS-u
Link do trzeciego nieoficjalnego hymnu OSOS-u
Subskrybuj:
Posty (Atom)