czwartek, 21 czerwca 2012

Wakacje z piłką

Ostatniego dnia czerwca, czyli w pierwszy dzień wakacji rusza nowy, śląski projekt „Wakacje z piłką”, którego odbiorcami będą dzieci ze środowisk zagrożonych wykluczeniem społecznym, zamieszkałe na terenie miast aglomeracji śląskiej lub dzieci chętne z poza niej, korzystające z pomocy organizacji publicznych i pozarządowych, a także rodziny tych dzieci, organizacje pomocowe, lokalne oraz kluby sportowe.
W projekcie będzie uczestniczyć 16 drużyn ośmioosobowych dzieci w wieku 12–14 lat oraz zawodowi piłkarze śląskich drużyn ekstraklasy oraz innych lig.

piątek, 15 czerwca 2012

Zapraszam do udziału w szkoleniu: „WOLONTARIUSZE DLA BOBRKA”,


http://www.pozytek.gov.pl/gallery/buttons/FIO%20logo/logo_FIO1d.jpg

Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP zaprasza do udziału
 w szkoleniu: „WOLONTARIUSZE DLA BOBRKA”,
dofinansowanym przez Program Operacyjny Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.


Celem szkolenia jest podniesienie kompetencji osób, które chciałyby pracować z dziećmi i młodzieżą ze środowisk zagrożonych wykluczeniem społecznym.

Szkolenie adresowane jest do osób z Górnego Śląska, które ukończyły 18 rok życia  i chcą pracować z dziećmi i młodzieżą z bytomskiej dzielnicy Bobrek. Szczególnie zapraszamy studentów i absolwentów kierunków: pedagogika, psychologia, wychowanie fizyczne, sztuki piękne oraz osoby po 50 roku życia, które mają doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą.

Od 2010 roku nasza organizacja prowadzi na Bobrku zajęcia z zakresu pedagogiki ulicy. W ramach swojej pracy organizujemy różne warsztaty, m.in. fotograficzne, kulinarne, sportowe. Pracujemy w małych grupach w terenie. Poszukujemy wolontariuszy, którzy są gotowi pracować z dziećmi w ich środowisku zamieszkania pod okiem pedagogów ulicy.

Absolwentów szkolenia zaprosimy do odbycia praktyki wolontariackiej w naszej organizacji na warunkach zawartych w Ustawie o działalności pożytku publicznego i wolontariacie.

Terminy szkolenia:

I moduł: 22-23 czerwca 2012

Warsztat dotyczący pracy z dziećmi na ulicy ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb dzieci i młodzieży z dzielnicy Bobrek w Bytomiu.

II moduł: 29-30 czerwca 2012

Warsztat dotyczący pracy w małej grupie, komunikacji międzyludzkiej, rozwiązywania konfliktów w grupie.

III moduł: 4-5 lipca 2012

Warsztat z zakresu pedagogiki zabawy, pedagogiki cyrku i arteterapii.

IV moduł: 6-7 lipca 2012

Warsztat dotyczący pracy środowiskowej z dziećmi przy udziale alternatywnych narzędzi edukacyjnych oraz warsztat dotyczący wolontariatu w organizacji pozarządowej.

Wszystkie zajęcia będą prowadzone metodą warsztatową w Bytomiu-Miechowicach
przy ul. Matki Ewy 1 w godzinach od 9.00 do 17.30.

Uczestnicy otrzymają certyfikaty ukończenia szkolenia. Warunkiem ukończenia szkolenia jest obecność        oraz aktywne uczestnictwo w zajęciach.

Udział jest nieodpłatny. Organizator zapewnia wyżywienie podczas szkolenia.

Do udziału w projekcie  prosimy zgłaszać się mailowo do 18 czerwca na adres:
monika.cieslar@cme.org.pl  podając:
imię i nazwisko, datę urodzenia, e- mail, telefon kontaktowy oraz list motywacyjny (max 1 strona).

Osoby zakwalifikowane do udziału w szkoleniu zostaną o tym powiadomione 19 czerwca.

Projekt dofinansowany ze środków Programu Operacyjnego Funduszu Inicjatyw Obywatelskich.




Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP

ul. Misyjna 8

43-445 Dzięgielów

tel. 693 92 73 73

Jednostka lokalna w Bytomiu:

Grupa Pedagogów Ulicy „UNO”

ul. Matki Ewy 1

41-908 Bytom

tel. 693 92 73 73

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Za nami euro i przed nami euro


Dzień I           

            Dzień zaczął się wcześnie. Chłód poranka przenikał mimo polaru i bluzy aż do kości. Miał być piękny słoneczny dzień, a może będzie padać deszcz. Ekipa Ukrainy w komplecie czeka, by wspólnie udać się na Mistrzostwa. Dwie przesiadki, krótki spacer, rejestracja i przed 9.00 jesteśmy w szatni. Opiekuje się nami Basia, która dba, by nam niczego nam nie brakowało. Po 9.30 z małym opóźnieniem ma miejsce ceremonia otwarcia. 16 drużyn gotowych do turnieju, będzie walczyło o wyjście z grupy na czterech boiskach. W grupie D za rywali mamy Szwecję, Francję i Anglię. Pierwszy mecz jest nasz. Równo o 10.00 zaczynamy grać. Rywal jest trudny. W drugiej połowie zmiana bramkarzy i kończymy z wynikiem 4:7 dla Szwecji. Jest przerwa do 12.30, idziemy coś przegryźć, ustalamy nową strategię na Francuzów, którzy są niezwykle mocni i dobrze zgrani. Mecz o 12.30 był trudny. Chłopcy weszli na boisko z przegranym meczem w sercach i myślach. Wynik 6:2 dla Francuzów nam w tym nie pomógł. Pocieszeniem dla chłopców są wyniki innych drużyn, 18:0 lub 13:0. Gramy dobrze, lecz brakuje nam zgrania, a kłótnie na boisku nam nie pomagają. Przed nami szybki obiad. Jakieś gry i zabawy w międzyczasie, przykuwają uwagę nielicznych z drużyny Ukrainy. Chcą się jeszcze zgrać, dograć, bo ostatni mecz jest spotkaniem dla nich honorowym. O 14.30 gramy ostatni mecz z Anglią. Nasza gra jest płynna i szybka. Pierwszy gol dla nas. Prowadzimy cały czas, a przewaga jest zawsze o dwie, trzy bramki. W drugiej połowie dochodzi do zamieszania pod naszym polem karnym. Jeden z naszych napastników wyręcza bramkarza i łapie piłkę do rąk. Musi zejść na dwie minuty, gdyż dostaje żółtą kartkę. Gramy w czterech w polu, ale tylko przez chwilę. Nasz napastnik faulował i dostał także żółtą kartkę, a pięć sekund później trzeci z naszych zawodników za pyskowanie z sędzią, musi także zejść z boiska. Gramy tylko dwoma zawodnikami w polu i przez następne 2 minuty, które trwały chyba wieczność, Anglia nie strzeliła nam żadnego gola! Dwóch braci, którzy przez 120 sekund bronili wyniku, po meczu otrzymali dodatkowe pseudonimy: Wielki Chudy i Boski Gruby, a bramkarz Cudowny Krzyś. Ta trójka, a także cały mecz przejdzie do historii, gdyż nie widziałem piękniejszego, mocnego meczu, niż ten. Nie wyszliśmy z grupy, mimo tego mamy co wspominać i o czym rozmawiać. Zakończenie dzisiejszego dnia było piękne. Teraz tylko wrócić do siebie, a rano osiem najlepszych drużyn spotka się znów na boisku. My też tam będziemy.

Dzień II

            Z innym nastawieniem, ale o tej samej porze spotykamy się na Bobrku. Dziś na luzie, może z lekkim żalem, że się nam nie udało wyjść z grupy, ale wesoło nastawieni ruszamy w kierunku śląskiego stadionu. Tym razem autobusem z małymi przygodami i własną piłką docieramy pod bramy stadionu. Drugi dzień mistrzostw połączony jest z piknikiem rodzinnym. Jest mnóstwo atrakcji dla ciała i ducha. Ścianki wspinaczkowe, malowanie twarzy, tatuaże, gry i zabawy, ciasta grill, itp. Sam nie jestem w stanie tego ogarnąć, ważne, że dzieciaki są. Koło 11.00 dojeżdża do nas grupa dziewcząt z Kasią i Natalią. W przerwach miedzy rozgrywkami jest mnóstwo zabawy dla każdego. W II Małym Euro mistrzem zostaje Portugalia, a drugie miejsce zajmuje Dania, trzecie Francja. Oficjalne zakończenie, wręczenie dyplomów i możemy wracać do domu. Po drodze mamy dwa małe incydenty. Na Bobrku ma także miejsce festyn przy Parafii Św. Rodziny, który kilku chłopców także zalicza. Ja wracam do domu, zmęczony i wypluty. A tu jeszcze drugie euro przede mną…








poniedziałek, 4 czerwca 2012

Jeden taki dzień w roku

 Zanim w szczegółach podzielimy się wrażeniami z Małego Euro 2012 wklejam piątkowy wpis Kasi...

Pogoda nie zachęcała do niczego, a my mieliśmy takie plany... najpierw basen (obyło się bez, a i tak byliśmy mokrzy), potem ognisko, które zmieniło się w grilla, a na samym końcu w pizzę, która miała przyjechać do nas na Bobrek... Pizza wyszła, tzn. to my doszliśmy do niej. Ale od początku.
Po burzliwym opracowywaniu miesięcy letnich w sali kanapowej (ładnie brzmi), wyruszyliśmy w trójkę na zakupy. Robert płacił, my kupowałyśmy =) a wszystko z powodu tego jednego wyjątkowego dnia, jakim jest Dzień Dziecka. Po zgrabnym zapakowaniu paczuszek w końcu dotarliśmy na Bobrek. A tam... pusty plac. Ale na dzieciaki nie trzeba było długo czekać. Paczuszki przyniosły sporo radości, a mnie udało się nawet namówić K. na wyrzucenie papierków i butelek po napojach do kosza (a nie na ziemię). Przydało się, bo ostatnio to jakby nad Bobrkiem przeszło tornado, które wcześniej odwiedziło wysypisko.
Ale nie był to koniec atrakcji. Z powodu deszczu nie mogliśmy rozpalić ogniska ani zrobić grilla, i jako, że wszystko dokoła było mokre postanowiliśmy zjeść pizzę w lokalu. Udaliśmy się więc w długą i głośną podróż do restauracji (19 dzieciaków to musiało nas być słychać). Ale dotarliśmy. Po złożeniu zamówień na 11 pizz pozostało nam już tylko czekać. W tym czasie furorę robiła spora plazma z wyświetlanymi reklamami gier komputerowych. W tzw. międzyczasie dochodziły do nas napoje i kolejno zamawiane pizze. Nie obyło się też bez pomyłki, w ten sposób dostaliśmy jedną gratis =)
Konsumpcja i rozmowy miały się już ku końcowi, niecierpliwili się już ci, którzy dostali pizzę jako pierwsi, a ci ostatni, mieli jeszcze pół godziny czekania... ale udało się nam wyjść razem i spacerkiem wrócić na dzielnicę. Tak wspólnie spędziliśmy ten miły choć mokry Dzień Dziecka.

Kacha

piątek, 25 maja 2012

Na raz! Na dwa! Drużyna nasza gra!

Gdy chłopcy przygotowują się do rozgrywek piłkarskich, dziewczyny relaksują się. W środę wybrałyśmy się do kina, które znajduje się w Bytomskiej Agorze. O godzinie 15.00 wyruszyliśmy z Bobrka do centrum. Szczerze mówiąc repertuar nie był zbyt obszerny, ale zdecydowałyśmy się na „ Avengers”, taka bajeczka o superbohaterach:P Wszystko fajnie, tylko film był strasznie długi. Dziewczyny urządzały sobie wypady do toalety, aby czas szybciej zleciał. Nie obyło się też bez zwracania dziewczyną uwagi przez innych oglądających. Dziesięć minut i nawrót rozgorzałych rozmów. Po seansie szybko na banke i witamy Bobrek z powrotem W czwartek czyli dziś, żeby już nie było, że tylko się relaksujemy, postanowiłyśmy mieć mały wkład w Małe Euro 2012. Jako, że chłopcy będą czynnie uczestniczyć w rozgrywkach, my postanowimy sprawdzić się w dopingu Przygotowałyśmy transparenty z hasłami o naszej drużynie (Bytom, Bobrek, Ukraina, imiona /ksywy chłopaków). Chłopakom bardzo spodobał się ten pomysł. W końcu fajnie jak ktoś chce, żeby wygrali i wesprze ich w grze. Przez to całe Małe Euro nawet zaczynam lubić piłkę nożną
„ Na raz! Na dwa! Drużyna nasza gra! Na trzy! Na cztery! To nie są już bajery! Na pięć! Na sześć! Śpiewamy na ich cześć!

Nati

 

  
 
 
 

czwartek, 24 maja 2012

Trening na stadionie



             Skwar i żar z nieba wskazują, że lato już chyba na dobre wkracza w naszą Polską rzeczywistość. Jest po 13.00 a dziś szczególny dzień. W ramach Małego Euro 2012 mamy trening na stadionie Polonii Bytom. Zbieram ekipę i parę minut po 15.00 jedziemy już baną na Olimpijską. Jesteśmy w komplecie. Emocje przed treningiem są duże. Okazuje się, że trening, który miał się odbyć na bocznych boiskach treningowych, odbędzie się na murawie stadionu. Piękna murawa, wielka przestrzeń i jazda, zaczynamy trening. Na murawie około 30-tu chłopaków, podają sobie piłki raz górą, raz dołem, na lewą nogę i na prawą. Trzech piłkarzy Polonii Bytom daje wskazówki, motywuje. Po rozgrzewce z piłką, czas na strzały z dystansu na bramkę z powietrza, z ziemi. Były także oczekiwane rzuty karne no i wreszcie mecz. Czerwone koszulki, kontra reszta świata. Podziwiam kondycję młodych i zaparcie, by po tak wielkiej murawie biegać tam i z powrotem. Trening kończymy wspólnym zdjęciem i możemy wracać do siebie. Widząc zadowolenie i zarazem zmęczenie chłopków, wiem, że będą walczyć- oby tylko sportowo- do końca. Buty spisały się znakomicie, lądują u mnie w plecaku i czekają na kolejny trening.




   

wtorek, 22 maja 2012

Bobrek ubiera sie w Nike



Podjazd do ściany (tak moja mama mówi na bankomat),wypłata ile limit pozwala, i hajdewićka na Bobrek. Moja żona nie zna tego wyrażenia, przypuszczam, że wielu z Was, szanownych Czytelników, również. Znaczenie jest proste- szybkie udanie się do danego miejsca. Dziś wielki poniedziałek. Dzięki Wam, drodzy sponsorzy, nie poszliśmy na targ, ale udaliśmy się do miejsca, gdzie można zrobić zakupy-prawdziwej galerii handlowej. Dziękuję bardzo za taką możliwość w swoim własnym imieniu, jak i chłopków, którzy są niezmiernie radzi, że tak się sprawy ułożyły. Jest jeszcze jeden powód wyjątkowości tego poniedziałku, szczególny dla naszej organizacji. Tomek Osyra, z OSOS-u złożył nam dzisiaj wizytę. Dzięki uprzejmości PKP,  nasze spotkanie było bardzo krótkie, ale jakże intensywne. Nie tracąc czasu, zwarci i gotowi, ruszyliśmy z buta do Plejady, szlakiem zawiłym, lecz tempem żwawym i radosnym. Wpadliśmy do sklepu sportowego i miły pan pomógł nam wybrać i dopasować obuwie. Po 30 minutach byliśmy dopasowani= dziecko+kartonik z butami. Szczerze, nie polecam zakupów w tym sklepie. Zostawiliśmy tam prawie 1000,00 ale Pani przy kasie rabatu nie mogła nam dać- nie chciała? Żenada i kicha. Byłem w potrzasku czasowym i dlatego nie szukaliśmy innego partnera handlowego, a ten nim nie zostanie. Zakupy za nami. Z radosnymi pusami (twarzami) i napojami w dłoniach ruszyliśmy w drogę powrotną. Pamiątkowe zdjęcie na hałdzie i można jechać jutro na trening na stadionie Polonii- Bytom.
Robert

fot. Robert Cieślar

PS. Mam nadzieję Tomku, że dotarłeś do domu szczęśliwie?

sobota, 19 maja 2012

Urodzinowo


Dawno mnie tu nie było więc postanowiłam, że i ja coś napiszę. Choć pisania to już mam po dziurki w nosie (kto wie, ten wie). Ale pierwszy dziewczyński (to chyba jakieś nowe słowo=)) wypad poza dzielnicę zasługuje na wspomnienie.
Podczas gdy Robert i Natalia (i reszta OSOSowców) poszukiwali w rzece słynnych okularów, ja bawiłam się z dziewczynami trochę inaczej. Ale muszę przyznać, że też zaczęłyśmy od rzeczki, jako że był piękny, ciepły dzień. I tak poznałam sławetne na Bobrku „dwa betony”.
Jakoś po trzeciej godzinie dnia, no nie, wcale nie po TGD – ale zwyczajnie po piętnastej wsiadłyśmy w banę i chciałoby się rzec: sruuu do centrum. Najpierw coś przekąsić, a więc KFC. Wydałyśmy kupę kasy, a w zamian dostałyśmy frytki, twistery, kurczaczki i niekończąca się strugę napojów, która przybierała różne smaki; od coli, przez fantę i sprite'a do wszystkich innych propozycji jednocześnie – powiem Wam, że nawet to nie jest złe, ale spróbujcie sami. Potem na kręgle do pobliskiej galerii handlowej. Jako, że jedna z dziewczynek miała w tym dniu urodziny, odśpiewałyśmy jej „sto lat” drąc się na wszystkie sklepy. Nie wyrzucili nas=) Po kilkunastominutowej prezentacji tanecznej dziewczynek, kilku ich kłótniach i zapowiedziach powrotu do domu, udało nam się w końcu wystartować z bowlingiem. Z połowę czasu pograłyśmy, połowę „poświęciłyśmy” na kolejne sprzeczki. Tak to jest, jak się baby kłócą.
Ale żeby zakończyć miło dzień, poszłyśmy jeszcze na lody. Potem do bany i powrót na Bobrek. Na dzielnicy zasiedziałam się do ósmej, aż jedna mama upomniała się o swoje dziecko=) (a propos dzwoniąc do Natalii, która poznawała uroki Mazowsza). To był męczący, ale miły dzień, zwłaszcza, że urodzinowy.

Kacha

Po drugiej stronie


Nasza historia jest dość długa i skomplikowana, tak jak historia dzieci z Bobrka. Kasia i ja miałyśmy możliwość założenia swojej grupy. Ucieszył nas ten pomysł i od razu byłyśmy zwarte i gotowe do pracy. Zaczynając swoją karierę w CME dołączyłyśmy do grupy Roberta, więc nie było szukania dzieciaków, tworzenia grupy. Dlatego euforia była tym większa, że zaczniemy tak jak powinno się zaczynać. Bobrek jest dość duży więc wybrałyśmy dzielnicę, w którą z reguły się nie zapuszczamy. Totalna nowość. Początkowo było ok. Chodziłyśmy, chodziłyśmy, wiadomo. Czułyśmy się nie jak na Bobrku. Nie było miejsc, które już dobrze znamy, nikt nas nie witał. Pewnego dnia po kilku wcześniejszych obserwacjach, zaczepiły nas dzieciaki romskie. Od razu skorzystałyśmy z okazji. Zaproponowałyśmy z Kaśką gry, skakanki, gumę do skakania. Był to bardzo pozytywny dzień i pokazał nam jak bardzo te dzieci są spragnione zainteresowania i zwykłej rozmowy. Starsi Romowie również nas zagadywali, ale nie obyło się bez kilku docinków. Naszym priorytetowym celem było stworzenie grupy dziewczynek. Znalazłyśmy potencjalne dzieci. Dziewczynki pochodziły z rodziny romskiej. Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy nic o ich kulturze i stylu życia. Za drugim razem na tym podwórku zostałyśmy bardzo niemile potraktowane, wręcz wyrzucone, Kaśka miała gorzej bo została poszarpana (Ja prawie oblana wodą). Strach był duży, nigdy nie czułam zagrożenia tak bardzo jak wtedy. Kolejnego razu poszedł z nami Robert i wtedy też nie było za miło. Niestety mama dziewczynek nie zgodziła się na udział dzieci w projekcie. Po rozmowie stwierdziliśmy, że spróbujemy na naszej zaznajomionej części, ponieważ aby tutaj cos rozpocząć musiałybyśmy być codziennie, co na tę chwilę jest niemożliwe. Pracy jest od groma, ale wiadomo, nie można zrobić wszystkiego. Tutaj praca wymaga nie 100% zaangażowania, ale jeszcze raz tyle. Obiecałyśmy sobie, że wrócimy tam jeszcze ze wzmożoną siłą oraz większą ekipą (jeśli kiedyś taka się znajdzie). Ciężko byłoby pogodzić pracę w jednym i drugim miejscu, trzeba się na coś zdecydować. W tzw. międzyczasie pojechałyśmy na warsztaty o kulturze romskiej do Wrocławia, które miało miejsce w Domu Spotkań im. Angelusa Silesiusa. Bardzo ciekawe zajęcia, które pozwoliły nam inaczej spojrzeć na kulturę romską. Powrót na drugą stronę Bobrka, dodał dodatkowego kopa. Nie musimy rezygnować z bycia z grupą Roberta, która stała się nam bliska i dodatkowo mogłyśmy stworzyć nową. Miałyśmy już dwie dziewczynki biorące udział w projekcie kulinarnym, który odbywał się zimą. Teraz pozostało poszukiwanie pozostałych. Trwało to jakiś czas, ale udało się. Mamy grupę 7 osobową. W minionym tygodniu, gdy ja miałam zajęcia w domu dziecka oraz wyjazd na zjazd OSOSU :D Kaśka miała zajęcia w dzielnicy. Zabrała dziewczyny na kręgle. Wczoraj byłyśmy już wspólnie. Był do długi i skomplikowany dzień. Zaproponowałyśmy jednej z dziewczyn możliwość udziału w projekcie. Więc właściwie wczoraj dobrnęłyśmy do magicznej liczby 7. W zasadzie nie udało nam się przeprowadzić sensownych zajęć, ponieważ dużo się działo. Właściwie nie wiedziałam gdzie mam ręce włożyć. Wyniknął problem z naszymi podopiecznymi, ponieważ dzień wcześniej piły one alkohol i dochodziliśmy z rodzicami, co się stało. W końcu na czymś stanęło, chodź jednej wersji nie ma. Każdy rodzic będzie bronił swojego dziecka, a dziecko będzie bronić siebie no i najlepszych kumpli. W tym czasie dwóch z chłopców pobiło się dość poważnie. Rozdzielałyśmy ich z Kaśką, co nie było łatwe. Utrzymać chłopca większego od siebie to nie lada sztuka Emocje były bardzo silne, czułyśmy jak rozpierała ich energia i nie zamierzają przestać. Na szczęście zbiorowisko gapiów rozeszło się i chłopcy dali spokój. Kolejnym wczorajszym problemem był konflikt w naszej grupie. Ekipa podzieliła się na dwa obozy i nic nie da się zrobić. Chłopcy rozwiązują konflikty siłą i bójką, natomiast dziewczyny cały czas atakują się słownie. Żebyście wiedzieli, że mało kto używa takich słów. Ich wena twórcza w siłowaniu się na słowa nie zna granic. Trzeba pracować nad tym, aby ani raniące słowa ani bójka nie była rozwiązaniem. Myślę, że dojdą do porozumienia, jak będą spędzać razem czas… okaże się w praniu. Jeśli nie, to będzie problem, bo tak pracować jest bardzo ciężko, po prostu się nie da… no ale musimy dać radę, bo jak nie my to kto? Napędzamy dzieci do działania, one nas też, dlatego trwajmy przy nich. Miłego weekendu
Nati

czwartek, 17 maja 2012

O smaczny SOS- czyli jak zrobić ogólnopolski zjazd streetworkerów

Jest piątek, grubo po 12.00 a my, tzn. Natalia i ja wsiadamy do wehikułu i po 9 godzinach przenosimy się do Kamieńczyka nad rzeką Liwiec, gdzie przez weekend odbywa się zjazd partyjnych koleżanek i kolegów, szanownych członkiń i członków Ogólnopolskiej Sieci Organizacji Streetworkerskich OSOS. Zdążyliśmy na początek bardzo długiej mowy, szanownego prezesa Andrzeja Orłowskiego, który sięgnął do naszej wieloletniej historii zjazdów i przypomniał nam cel oraz powód naszego wspólnego tam zebrania. Po dwóch minutach zaczęliśmy kolację i wprowadziliśmy się do naszych apartamentów. Przed nami wspólne ognisko, rozmowy przy jakże pięknych gwiazdach. Noc była krótka, a pokrzepieni śniadaniem udaliśmy się z lokalnym streetworkerem Andrzejem na spacer z niespodzianką. Okolica jest malownicza, gdyby nie słupy energetyczne, można się zakochać. Rzeka, bagna, słynna skarpa i niespodzianka. Szliśmy brzegiem Bugu i nagle okazało się, że jest taka możliwość, by go przekroczyć. Udało się przejść wszystkim, prawie wszystkim. Strata okularów za 1800,00 zł przybiła nas tylko na chwilę, jedną krótką chwilę. Przygód i zabaw było co nie miara. Wybraliśmy nawet nieoficjalny hymn. Zjazd zakończył się wspólnym obiadem i rozjechaliśmy się, każdy do swojego miasta i na swoje ulice.
fot. Michał Borecki

Link do nieoficjalnego hymnu OSOS-u
Link do drugiego nieoficjalnego hymnu OSOS-u 
Link do trzeciego nieoficjalnego hymnu OSOS-u