poniedziałek, 21 lutego 2011

21 luty 2011r.


            Za mną chorobowy weekend, a z mych planów nici! Łóżko, cztery ściany i komiks.  Zostałem miło zaskoczony odpowiedzią na apel, jaki umieściłem na blogu i FB! Ludzie, fajnie, że jesteście i chcecie się dzielić tym, co macie…a oprócz rzeczy materialnych, to cieszę się, że jesteście gotowi współdziałać. Cztery osoby chcą dać swój sprzęt fotograficzny na warsztaty! Czyż to nie jest piękne? Nie wiem jak dla ciebie czytelniku, ale dla mnie jest. Czasami mam wrażenie, że jestem sam, goły jak palec, a współczesny człowiek jest tak zabiegany, że nie chce się zatrzymać…westchnąć i pomyśleć, np.: co ja mogę zrobić dla tych dzieci, tej dzielnicy czy tego problemu. Wasza otwartość i gotowość mnie porusza i zmienia. Mam nadzieję, że powstanie z naszych wspólnych, małych i często anonimowych działań, wiele dobra dla bobrkowskiej społeczności.

czwartek, 17 lutego 2011

Bobrek oczami dziecka. Warsztaty fotograficzne w dawnej dzielnicy robotniczej.

Projekt warsztatów fotograficznych będzie realizowany na terenie miasta Bytomia ze szczególnym uwzględnieniem dzielnicy Bobrek, z której pochodzą dzieci. Tam bowiem chcemy intensywnie pracować nad magią robienia zdjęć, poprzez 8 sesji plenerowych wraz z fotografem, a także indywidualnie. Będziemy używać aparatów na kliszę, jak i cyfrowych. Poznamy także technikę wywoływania zdjęć z kliszy i cyfrowo, odwiedzając odpowiednie zakłady fotograficzne. Planujemy odwiedzić różne miejsca w dzielnicy: starą siłownię kopalnianą, byłą hutę Bobrek, stare kamienice. Będziemy poznawać ich historię a także docierać do archiwalnych fotografii przedstawiających dzielnicę Bobrek w latach jej robotniczej świetności.
Zdobyty materiał zostanie przedstawiony na wystawie fotograficznej dla mieszkańców dzielnicy jak i całego Bytomia, która będzie miała miejsce w dwóch odsłonach: w dzielnicy, gdzie na jednym z podwórek lub hali sportowej zorganizujemy spotkanie z uczestnikami oraz poczęstunkiem, a drugą jako wystawę czasową. W organizację wystaw będą czynnie zaangażowani wolontariusze.
Zależy nam na dobrym wizerunku projektu, dlatego planujemy wydrukować specjalne zaproszenia oraz plakaty informujące o odbywających się wystawach. Wśród zaproszonych gości będą m.in. przedstawiciele władz samorządowych Bytomia, organizacji pozarządowych oraz świata biznesu.
Równolegle do warsztatów chcemy, aby nasi podopieczni mieli możliwość obejrzenia kilku wystaw fotografii na terenie Górnego Śląska. W czasie projektu będziemy korzystali z usług komunikacyjnych KZK GOP.
Dzieci uczestniczące w warsztatach uzyskają podstawową wiedzę z zakresu sztuki fotografii, zapoznają się z historią swojej dzielnicy, nabędą umiejętności wyrażania własnego zdania na tematy dla nich istotne. Ponadto nasi podopieczni będą brali czynny udział w procesie przygotowywania wystawy zdjęć, w związku z tym: nauczą się wywoływania zdjęć w ciemni fotograficznej, wraz z fotografem podejmą decyzję, które zdjęcia znajdą się na wystawie, pomogą w przygotowaniu przestrzeni wystawowej oraz reklamie wystawy w swoim środowisku. Dzięki projektowi dzieci poznają także ofertę ważnych, śląskich ośrodków kultury w tym Bytomskiego Centrum Kultury, która do tej pory była poza ich zasięgiem z uwagi na bariery komunikacyjne i finansowe.
Podczas trwania warsztatów będzie też czas na wspólne posiłki. Działania będą miały miejsce od lutego do maja 2011r.

To jest fragment streszczenia jakie zostało wysłane do Fundacji Wspólna Droga w ramach konkursu. Od marca zaczynamy warsztaty, a luty jest czasem przygotowań. Dlatego m.in. poszukujemy osób, które pożyczą/podarują stare aparaty cyfrowe lub analogowe na warsztaty fotograficzne "Bobrek oczami dziecka... Mamy trzy sztuki i coś kupimy, ale wydaje mi się, że fajnie by było, gdyby każdy z uczestników (10 osób) miał swój model do ćwiczeń i robienia zdjęć. Zajęcia zaczynamy w pierwszych dniach marca.

Apel kierujemy w szczególności do tych, którzy nie używają już swoich starych aparatów i nie wiedzą co z nimi zrobić.

Kontakt:
Robert Cieślar
pracownik ds. pedagogiki ulicy
tel. 693927373
robert.cieslar@cme.org.pl

16 luty 2011r.

Jak ten czas szybko płynie, już za mną połowa lutego, który na szczęście jest krótki. Jeszcze tylko 12 dni i marzec. Gdzieś w najdalszych skrawkach pamięci, są minione wydarzenia: zimowisko dla dzieci, gdzie byłem z czwórką z Bobrka, wycieczka do Centrum Bytomia ze starszą grupą, kilka spotkań na sali gimnastycznej czy kilka wizyt w domach chłopaków. To już za mną.
W piątek byłem na spotkaniu młodzieży w Zabrzu, gdzie starałem się pokazać czym jest streetworking i w jaki sposób ja go używam. W ostatnią sobotę, byłem także na spotkaniu w sprawie założenia lokalnego stowarzyszenia kulturalnego. Zostałem o tym poinformowany, przez I., która znalazła mnie przez tego bloga i chciała się spotkać, ponieważ sama z ramienia BeCeKu prowadziła różna warsztaty i zajęcia na Rozbarku i Bobrku. Miło było się spotkać w tej ziemskiej rzeczywistości.
Pisaliśmy także, jako nasz dział DDM, duży projekt do FIO. Pisanie wniosku w dwóch miejscach (Bytom i Dzięgielów) i to przez Internet, jest niezłą jazdą i zajęło mi dużo czasu (tak, potraktuj to drogi internauto jako moje nieudolne usprawiedliwienie blogowego niebycia.) Wniosek poszedł, a nam trzeba cierpliwości w czekaniu i nadziei, że zostanie pozytywnie rozpatrzony. Chcemy szkolić oraz działać równocześnie w kilku miejscach w Polsce na raz. Dlatego część mojej pracy w lutym, poświęcona jest tej tematyce. Pożyję zobaczę. Jeden z naszych wniosków, który składaliśmy do UM w Bytomiu, został odrzucony. Musimy go poprawić i złożyć jeszcze raz, gdyż wydaje mi się, że Podwórkowa liga ma szanse zaktywizować bobrkowskie środowisko dzieci i młodzieży. A 5000,00zł na dwa miesiące rozgrywek nie jest dużym kosztem(w tym nagrody, koszulki, sprzęt, treningi, napoje, i finałowy piknik). Termin do 21 marca. Jak się nie uda, to z chłopakami ruszamy do firm, sklepów, kościołów, radnych i Bóg wie gdzie jeszcze, ale Podwórkowa liga się odbędzie. Zbyt mocno jestem, a także chłopaki na to napaleni, by się poddać.
Z innej beczki, ale powiązanej z mą pracą, to dziś rano byłem na komisariacie, bo złapano sprawców kradzieży kilkunastu katalizatorów (i nie tylko) w tym także mojego (kradzież w listopadzie). Zostałem poproszony o złożenie zeznań i wyjaśnień.
Jestem także w toku rozmów z fotografką, która dla nas przeprowadzi warsztaty fotograficzne w dzielnicy. W marcu pierwsze zajęcia i wyjścia, teraz czas wszelkich załatwień itp. W maju zorganizujemy wystawę i to nawet dwie; jedną dla lokalnej społeczności na Bobrku, a drugą w centrum Bytomia.
Na Bobrku stara bieda, nic nie dzieje. Nuda. Trzeba się ruszać, bo inaczej d… marznie! Dziś byliśmy w trójkę na Szombierkach w hali „Na skarpie”, gdzie sprawdzaliśmy kiedy i za ile można pójść się powspinać na ściankę wspinaczkową. Idziemy w przyszłym tygodniu. Pokonamy (lub nie) swój strach!

wtorek, 18 stycznia 2011

18 stycznia 2011r.



            Jest przed 13.00 gdy wjechałem na parking, a już grupka chłopaków biegnie w moją stronę i w mgnieniu oka otacza samochód uniemożliwiając mi wyjście. Zakładam blokadę na skrzynię biegów i wysiadam. Witam się z wszystkimi 14-toma i idziemy na plac zabaw. Dzielę się moim pomysłem, by z jednej grupy zrobić dwie- młodszą i starszą. I co oni na to? Większość nie ma nic przeciwko, wacha się tylko K., bo choć jest starszy, to więcej przyjaciół ma wśród młodszych. Zostawiam mu decyzję do podjęcia. Idziemy na boisko, chcemy zagrać mecz. Tam już jest T. z ekipą z innej części dzielnicy. Gramy międzyplacowego, tzn. plac kontra plac. Jest nas siedmiu na siedmiu, bo starsi poszli jeszcze coś załatwić. Gramy! Czas leci niesamowicie i po 16- tej idziemy na plac pogadać. Przed 17- tą część idzie jeszcze na bilard, a ja kończę rozmowę. Wpadam się pożegnać i do jutra. Tym razem o 10.30 spotykam się ze starszą grupą i jedziemy do Centrum.
             

17 stycznia 2011r.



            Jestem na Bobrku. W niedzielę wróciłem ze szkolenia, które miałem od czwartku. Umówiłem się na 11.00, ale nikogo nie ma. Kilku jest na półkoloniach, albo w SP16 albo na hali sportowej. Jednak nie wszystkich na to stać. Spotykam D. i W., którzy już mnie szukali. Mam możliwość zabrania czworo na zimowisko w góry. Pojedzie tylko podstawówka, gdyż uczestnicy zimowiska są w przedziale 7-12 lat. Idziemy najpierw do D. do domu. Spędziłem przyjemne 30 minut na opowiadaniu o zimowisku i o mojej pracy. Jest raczej pewne, że D. pojedzie, trzeba tylko wypełnić papiery i załatwione. Żegnam się i umawiam się na piątek po odbiór papierów. Idziemy teraz do B., choć nie ma mamy, to chce bym porozmawiał z ciocią. W czasie rozmowy umawiam się, że w środę spotkam się jeszcze z jego mamą, by wszelkie możliwe niejasności wyjaśnić osobiście. Idę jeszcze do K., gdzie po miłej rozmowie w kuchni wiem więcej o kobietach-matkach na Bobrku. Wiecie ile kosztuje zielona szkoła w jednej ze szkół podstawowych? Prawie 900zł, a wiele rodzin jest na zasiłkach i są klientami MOPR-u, gdzie zasiłek wynosi niecałe 600zł/miesiąc! A pracy nie ma dla wszystkich i nie będzie. Jak tu żyć, mieszkać a co dopiero marzyć? Zaczynam inaczej postrzegać tę dzielnicę i ludzi tu mieszkających. Umawiam się na piątek, po odbiór papierów i idę z W. do jego mamy, która z miłą chęcią pośle gdzieś na ferie swojego syna. Niech coś zobaczy i gdzieś będzie. Ok. Sprawy formalne są załatwione, teraz tylko czekać na zgodę rodziców. Całą chmarą idziemy na boisko, gdzie po kilku kopnięciach, decydujemy się pójść na hałdy i do parku, pograć w ganianego. W czasie zabawy nie zauważamy, że jest już coraz ciemniej. Idziemy do Biedronki na zakupy a w naszym przypadku są to tylko napoje. Wracamy a ja odpowiadam na wiele pytań związanych z zimowiskiem i nie tylko. Jest 17-ta z minutami i czas wracać do siebie. Umawiam się na jutro, na 13.00. 

środa, 12 stycznia 2011

12 stycznia 2011r.


            Ten rok rozpoczyna się dla naszych działań dobrze. W ostatnich dniach starego roku otrzymałem informację, że otrzymaliśmy dotację z Fundacji Wspólna Droga na projekt fotograficzny! Zaczynamy od 1 lutego br., a tytuł projektu to „Bobrek oczami dziecka. Warsztaty fotograficzne w dawnej robotniczej dzielnicy Bytomia”. Na zakończenie chcemy zrobić wystawę dla mieszkańców oraz czasową, w jakiejś galerii lub domu kultury. Przed nami dużo zabawy i frajdy a także mnóstwo pracy organizacyjnej. Dowiedzieliśmy się o możliwości wzięcia udziału w zimowisku dla dzieci, które będzie miało miejsce od 22-29 stycznia br. w Dzięgielowie. Ze mną wybiera się od 5-6 osób. Dziś idziemy na salę gimnastyczną, a wczoraj byłem na bilardzie w tym miejscu. Początek tego filmu, to miejsce gdzie byliśmy. Film opowiada o smutnej sytuacji niejednej mieszkającej tu rodziny. Jest to miejsce kultowe i smutne równocześnie, ale opustoszałe. Ciągle czuć tu klimat minionych lat.

21 grudnia 2010r.



            Od poniedziałku jestem w Dzięgielowie, siedzibie Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Zabieram stąd dzisiaj, wysłużonym i  legendarnym białym busem marki VW, paczki dla naszych podopiecznych. Mam 25 sztuk dla dzieci i ich rodzeństwa oraz 10 zbiorczych dla całej rodziny. Po 12.00 jestem już w Miechowicach, gdzie uzupełniam niektóre paczki słodyczami i drobnostkami, które dostałem lub zakupiłem. Zapakowany i gotowy ruszam na Bobrek, gdzie docieram parę minut po 15.00. Większość spotykam koło górki. Rozdaję prezenty i rozmawiam. Jest to bardzo fajny czas. Nie do wszystkich rodzin mogę pójść. Trudno. Od jednych dostaję opłatek wigilijny, a od innych zaproszenie na Sylwestra. Rozmawiamy i wygłupiamy się. Po rozdaniu pierwszej tury prezentów ma miejsce bitwa o Bobrek! Kulki śniegowe latają raz z jednej raz z drugiej strony. Jadę jeszcze kontenerem dwa razy i życząc im wszystkiego dobrego, udaję się w inne miejsce, gdzie też jestem umówiony. Nie docieram na miejsce, gdyż wszędzie jest mnóstwo śniegu i boję się wjechać tam ciężkim choć legendarnym busem. Parkuję pod Biedronką i udaję się do domów. Mam adresy, ale znaleźć w tym labiryncie anonimowych drzwi te właściwe, nie jest łatwo. Na szczęście mam telefon i po krótkiej rozmowie już wszystko wiem. Przedostanie paczki trafiają do nowych właścicieli, a ja z ostatnimi paczkami dla trzech dziewczynek wracam do pierwszego miejsca. Tam, dwóch starszych chłopków da te paczki małym dziewczynkom, dzieciom swoich koleżanek. Rozmawiamy i niestety, ale odmawiam zaproszenia na Sylwestra chłopaków, gdyż nie będzie mnie w Bytomiu. Czuję, że nie jest łatwo się nam rozstać, ale każdy spotkanie ma swój początek, środek, ale też i koniec. Obiecuję, że wrócę po Nowym Roku i znów się spotkamy. Przed 18.00 wsiadam do busa i ruszam w dalszą drogę powrotną do Dzięgielowa z przeświadczeniem, że małe rzeczy mają ogromny sens!

17 grudnia 2010r.



            Dziś jesteśmy na dzielnicy. Miejscem moich i dzieciaków szaleństw jest górka na hałdzie. Jest to profesjonalnie przygotowany tor saneczkowo-kontenerowy i znajduje się na Bobrku! Jest tu dużo dzieciaków, ale głównie z dwóch ulic, reszta dzielnicy ma inne górki i tutaj nie przychodzą. Prawo ulicy. Moją uwagę przykuwa duży biały plastikowy kontener na płyny. Ma pojemność 1m3 i obciętą górę w taki sposób, że można do niego wejść i w nim zjechać. Za zawór, który mieści się przy dnie przywiązana jest plastikowa linka, która służy do wciągania pojazdu na górkę. Zjazd odbywa się na dwa sposoby: wejściem od góry lub z boku czyli jazda dnem lub bokiem do toru. Frajda jest nieopisana! Daję się namówić i jadę swój pierwszy raz wraz z K. I. L. Mam śmierć w oczach, bo jadąc dnem do stoku nic nie widzę, a odgłosy szumu, tarć i wrzasku nie wróżą dobrego zakończenia tej wycieczki! Trafiamy między korzeń a krzak, cóż za precyzja. Hałda ma 7-8 metrów a długość toru to 20m z czego pierwsze 5m jest pod kątem 50o i ten odcinek daje najwięcej emocji. Zabawa jest przednia, tylko trudnością jest prowadzenie tego pojazdu, gdyż dolna część trasy jest zalesiona i hamowanie jest czasami gwałtowne i niebezpieczne. Dzieciaki są mokre oraz zmarznięte, ale jak szczęśliwe. Robi się ciemno i górka się wyludnia. Żegnam się z ostatnimi i idę na przystanek. Umawiam się na wtorek, bo wtedy przyjadę z paczkami i chcę odwiedzić ich w domach. Godzina 15.00 pasuje nam wszystkim.
           
           

15 grudnia 2010r.



            Jestem o 13.00 na Bobrku i idę do szkoły podstawowej. Rozmawiam z Panią dyrektor i wracam na dzielnicę. Spotykam dwóch chłopaków i udajemy się po resztę grupy. Parę minut po 14.00 jesteśmy już obok Sali. Do 14.25 trwają zajęcia. Czekamy i rozmawiamy. Dochodzi jeszcze B. i w siedem osób udajemy się do szatni. Po 14.30 dochodzą jeszcze trzy osoby, które właśnie skończyły zajęcia. Gramy w zbijaka, kosza a także rozgrywamy mecza w piłkarzyki w przerwach pomiędzy prawdziwymi rozgrywkami. Spędzamy dobrze czas, bez większych spięć i konfliktów. Po dwóch godzinach udajemy się do sklepu po nagrody dla zwycięzców oraz po nagrody pocieszenia. Przypominam o upominkach, które mam dla nich i umawiam się na piątek.
           

13 grudnia 2010r.


            Dziś udaliśmy się do Centrum AGORA w Bytomiu w mniejszym składzie. Atrakcją jest winda i ruchome schody. Mam trochę słodyczy w plecaku i konsumujemy je na miejscu. Idziemy na bilard i do sklepu sportowego zobaczyć piłki. Przed 17.00 udajemy się na tramwaj i wracamy na Bobrek. W środę idziemy po raz kolejny na salę gimnastyczną. Przypominam o stroju i obuwiu zamiennym. Żegnam się i dziękuję za wspólnie spędzony czas. Wracam autobusem do siebie.