Za nami bardzo aktywny wrzesień, pełen nowych wyzwań i
zmian! Za każdym razem, gdy zasiadam przed komputerem, otwieram folder ze zdjęciami
i zaczynam wspominać zajęcia, uświadamiam sobie, jak wiele się u nas dzieje. I
jak fajnie nam razem. Jesteśmy na etapie, w którym nie tylko dzieciaki mogą
czuć się swobodnie, my (ja i Ola) też możemy szczerze powiedzieć, co nam się
nie podoba, że mamy gorszy dzień lub coś nas przerasta. To chyba w tym miesiącu
najcenniejsza lekcja, uczymy się pokonywać słabości, uczymy się, że silną wolą
i ciężką pracą możemy dojść na szczyt. Uświadamiamy sobie, że możemy wciąż
więcej. I tak za nami typowo towarzyskie zajęcia – wspólny wypad do kina czy wyjście
na pizzę. I tu moje zdziwienie, tym razem nie były potrzebne nam żadne gry by
spędzić długie godziny nad kawałkiem pizzy. Szczere rozmowy, wygłupy i quiz z
młodzieżowego slangu wystarczyły. A ja czułam się, jakbym wyszła na pizzę z
grupką znajomych, w której każdy był sobie równy i wnosił coś od siebie. Ten
miesiąc pokazał nam pierwsze owoce naszej pracy. Nie tylko podczas wyjścia do
pizzerii, ale także w trakcie zorganizowanych przez nas łowów. Grupa dostała
listę 25 zadań, które postanowiła rozwiązać sama, bez naszego towarzystwa czy
pomocy. Wyruszyli sami i… okazało się, że potrafią świetnie ze sobą
współpracować, idealnie się uzupełniają, a do tego nie zawiedli naszego
zaufania. Byłam dumna, chociaż przyznać się muszę, że początkowo miałam małe
obawy. Kolejne zajęcia mijały nam aktywnie zostawiając miłą atmosferę. Byliśmy na
ściance wspinaczkowej by zmierzyć się ze samym sobą, łatwo nie było, wymagało
to kilku kilogramów cierpliwości, a z tym u nas ciężko. Jednak udało się! Było „Ty
go” w parku linowym oraz relaks w ba beczkarni i robienie dla mnie prezentu
urodzinowego. Zapisaliśmy kartki z
naszymi pomysłami na zajęcia i miejscami, które chcemy odwiedzić oraz rzeczami,
które chcemy zrobić. I tak wybraliśmy się na przejażdżkę kolejką Elką,
zwiedzaliśmy ZOO w poszukiwaniu młodej Żyrafki oraz witaliśmy nowe osoby w
naszej grupie grając w podchody. Niezwykłe podchody, bo dołączyli do nas nasi
byli podopieczni. A do tego ja wałczyłam z moim wewnętrznym potworem wspinając
się po murach i zeskakując z nich. Do dziś na samą myśl wysokości nogi mi się
trzęsą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz