czwartek, 5 kwietnia 2012

W marcu jak w garncu a kwiecień plecień…


Dwa marcowe weekendy wspominamy z rozrzewnieniem i z utęsknieniem czekamy na kolejne takie – zwłaszcza po tym powrocie zimy w Bytomiu (nie wiem jak było u Was?). Na Bobrku rozbudziło się życie, kiedy tylko słońce przygrzało trochę mocniej. Na podwórkach i ulicach można było zobaczyć nie tylko dzieci, ale i całe rodziny, które zajęły krzesełka wystawione przed dom.
Zaskoczyła nas nie tylko pogoda, ale i chłopaki, którzy zamiast kopać balę na „hilwie”, skubiąc słonecznik, siedzieli przy szachownicy w oczekiwaniu na… nas?=) Dzień spędziliśmy na intensywnym i momentami brutalnym graniu w Jungle speed’a (dla mnie zawsze ta gra była inwazyjna=)) a nawet – tu już zdecydowanie spokojniej, choć emocji nie brakowało – w bierki. Tylko to sobie wyobraźcie: kilku chłopaków, dwie dziewczyny i kupka patyczków=) oj, działo się, działo.
Ale i w ten późniejszy deszczowo zimny czwartek chłopaków można było spotkać na dzielnicy (krzesełka zniknęły, pozostali tylko najwytrwalsi). Pochodziłyśmy to tu, to tam - o tym jeszcze napiszemy, pogadałyśmy, a potem chłopcy zajęli się swoją pasją, w końcu do Mini Euro już coraz bliżej.

Kacha

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz