poniedziałek, 21 listopada 2011

Afryka nie tylko dziczą

            Jest przed 6.00 rano. Sobota, dzień wyjazdu do Staszowa. Robię sobie małą czarną w mym termicznym kubku, zabieram plecak, parę gier i projektor multimedialny. Na podwórku jest zimno, ale słońce zaczyna przebijać się przez gęste chmury. Odpalam białą strzałę w wersji de Lux i jadę na Bobrek. Jestem o 7.00 na ul. Stalowej, gdzie ekipa na pierwszy wyjazd studyjny jest już w komplecie. Jedzie A, P, D i K a po drodze zabieramy jeszcze Natalię. Cel jest jeden: doświadczyć jak młodzi ludzie realizują swój własny projekt oraz wrócić i chcieć zrobić swój własny, tu na Bobrku. Po niecałych czterech godzinach jesteśmy w Staszowie, w województwie świętokrzyskim. O 11.00 rusza program afrykański, który jest częścią projektu o nazwie „Afryka nie tylko dziczą”. Opiekuje się nami Kasia, która jest koordynatorką projektu. Projekt trwa ok. 265 dni i dotychczas odbyły się warsztaty z gry na bębnach, decoupage, przegląd filmów afrykańskich, a dziś na scenie przed budynkiem biblioteki ma miejsce happening afrykański. Po ciepłej herbatce i otwarciu festiwalu ruszamy, jako pomoc z ankietami na miasto. Mają jeden cel, zachęcić przechodniów, mieszkańców do udziału w przedsięwzięciu. Jest możliwość degustacji afrykańskich przysmaków. Ja po łyku czerwonego napoju jestem rozgrzany. Jedno jest pewne, ten smak zostanie ze mną do końca mych dni! Następne spotkanie mamy o 17.00 więc idziemy coś zjeść i ruszamy na kwaterę. Nocujemy w pałacu w Kurozwękach, a dokładnie w części o sugestywnej nazwie Piwowarnia. Pokoje są schludne, czyste a woda pod prysznicem gorąca. Ruszamy, by zdążyć na umówioną godzinę. Choć nasza opiekunka wyjaśniła nam drogę, po dwóch próbach rezygnuję i dzwonię po pomoc. Trafiamy do domu kultury, gdzie Basia Zamożniewicz, prezes Fundacji FARMa już na nas czeka. Nie wiedziałem, że przez 90 minut można tyle i w taki przyjazny sposób opowiedzieć i przybliżyć program „Młodzież w działaniu”. Warto pisać i realizować projekty. Nie ma głupich pomysłów na projekt. Każdy projekt ma swoją dynamikę i czarną dziurę i to jest O.K. Tylko trzeba o tym wiedzieć. Nawet 16-latka może i potrafi zrealizować super projekt. Oglądamy jeszcze film z super festiwalu TOTU, gdzie zaangażowanych było ponad 30 wolontariuszy. Po spotkaniu idziemy jeszcze na pizzę z wolontariuszkami FARMy, gdzie możemy jeszcze słuchać i po prostu ze sobą być. Wieczorem impreza przenosi się do naszego (męskiego) pokoju. Na stole ląduje gra „Wsiąść do pociągu”. Ja padam na ryjek o 23.32. Prysznic i spać. Impreza przenosi się do części damskiej. Dobrze, że śniadanie jest zamówione na 9.30. Ranek nadchodzi szybciej niż powinien. Zmuszam się do spakowania rzeczy i już w komplecie zasiadamy do stołu w jadalni barokowej, a może jakiejś innej. Jeden pies, a może kot albo bizon! Po śniadaniu idziemy zobaczyć bizony i mini zoo. Są także huśtawki, takie pożarne, na których można się huśtać pod niebo. Czas żegnać się z tym urokliwym i spokojnym miejscem i ruszyć w dalszą drogę. Jedziemy do Szydłowa, gdzie teraz wioskę, a kiedyś miasto otaczają pieknie odrestaurowane mury obronne. Po godzinnym zwiedzaniu i zaglądaniu w każdą dziurę jedziemy do Krakowa. Niedzielne podróżowanie ma swój urok, szczególnie, kiedy jedzie się przez piękne tereny małopolski. O 13.30 jesteśmy na Wawelu i idziemy zobaczyć grób Śp. Lecha i Marii Kaczyńskich, potem Katedra, Rynek, sukiennice, Mc Donald’s i możemy chyba wracać do domu? Nie, jeszcze po drodze spotkaliśmy Franciszka Smudę, ale niestety bez reprezentacji. Teraz możemy już wracać. Po 17.00 jesteśmy na Bobrku. Dla mnie był to intensywny czas i myślę, że nie tylko dla mnie. Był to super fajny czas, mam nadzieję nie tylko dla mnie, a jeśli nawet to, co? Nic, żyje się dalej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza