niedziela, 9 czerwca 2013

Dieselka w negliżu?

Po dłuższej przerwie wróciliśmy do siebie. Naszego związku nie należy rozpatrywać w kategoriach hamletowskich: być albo nie być, pytanie jest jak żyć z taką babą lub z drugiej strony- z takimi chłopami. Wystarczy popatrzeć na nasze bycie razem z boku i wszystko jasne.
My zakochani bez pamięci a ona z pamięciż? Jakoś tak, lub inaczej. My bronimy jej dobrego imienia jak honoru naszych matek, choć fama jest niekompatybilna z naszym doświadczeniem jej tu i teraz. Jedni gadają, że ma korzenie niemieckie, a nie francuskie? Służyła, i tu się głosy podzielają, bo jedni mówią, że jako świadomy współpracownik, a inni, że nie była ani tajnym, a tym  bardziej świadomym agentem SB*. Jedni mówią, że jest oszustką i ma coś z diabelstwa w sobie, bo mało kto przeżył (717000km przejechane) tyle co ona i żyje nadal (jeździ i to całkiem nieźle). Pozostawiając tą kwestię innym, wybraliśmy tą, a nie inną, a wybór ten przyjmujemy z całą odpowiedzialnością. Wracając do projektu Bytom Bus Transformers to w międzyczasie wymieniliśmy kilkanaście rzeczy, jeśli chodzi o zawieszenie i jej stawanie okoniem lub bardziej płocią. W wymianie argumentów lub jak mawiają inni- pyskówce była trudna do zatrzymania. Kilka dni pracy nad asertywnością i już efekty są widoczne. Wymieniliśmy na nowe: komplet klocków hamulcowych przód i szczęki hamulcowe tył, obie końcówki oraz drążek kierowniczy, obie poduszki stabilizatora, sworznie wahacza dolny i górny, przegub zewnętrzny oraz oba łączniki stabilizatora i daliśmy wahacze do regeneracji. Wymieniliśmy cylinderki hamulców, a wszystko zalaliśmy nowiutkim płynem hamulcowym. Ustawiliśmy zbieżność i Diselka prowadzi się superowo. Nie próbuje uciec w bok, ani wyskoczyć, co czasami wprawiało w osłupienie nie tylko mnie. Dół powiedzmy jest. Czeka nas jeszcze konserwacja podwozia, ale wszystko w swoim czasie. W piątek z chłopakami zabraliśmy się za wnętrze i karoserię. Pożal się Panie Boże jak tam śmierdziało, smród bród i mogiła. Najpierw poszły siedzenia. Do garażu, a potem będziemy je prać. Zerwaliśmy wszystkie panele boczne, sufit i karimaty, takie do spania. Tak, głębia jej skarbów ( Dieselki) jest mniej zbadana niż Rów Mariański. Podłoga to osobna historia. Mieliśmy problem z śrubami mocującymi fotele, ale po małej perswazji i one nam uległy. Smród pochodził właśnie z niej. Pierwsza warstwa to wykładzina, położona materiałem do podłogi a gumą do góry. Krótko mówiąc odwrócona, a pod nią było linoleum pamiętające czasy Mojżesza. Gdy zerwaliśmy z niej ostatnią szmatę (gumę?) ukazał się nam marny widok. Rdza, rdza i jeszcze raz rdza!!! Jakby jej było mało na naszej Dieselce. Ktoś specjalnie dodał jej uroku i rudego koloru pod podłogę dołożył? My się rudych bab nie boimy! Rdza z boku, rdza z tyłu, rdza z dołu i w progu. W nadkolu i pod szybą. Rdza i rdza. Czas na plan B, lecz zanim do niego przejdziemy, to usunęliśmy naklejki z drzwi, a część z nas zabrała się za wyjmowanie szyb bocznych i szlifowanie wnętrza. Trzy godziny przeleciały raz dwa, niczym sójka za morze, lub w tym miejscu brzmi lepiej na motorze, nie? Zmęczeni i zadowoleni z siebie udaliśmy się do domów, a Dieselka przykryta swą nową kołderką, zasnęła niczym niemowlak w ramionach swego taty. (czemu zawsze musi być mowa o matkach?) 


Robert


*SB- Służba Boża









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz