niedziela, 18 września 2011

Latające noże


            Za mną szalony koniec tygodnia. Od środy brałem udział w kursie duszpasterskim, a na piątek jechałem do Warszawy z częścią wystawy fotograficznej, w sobotę z kolei z dmuchanym zamkiem, klaunami w jeszcze inne miejsce. Osiem godzin snu na trzy dni to trochę mało, jak dla mnie. Mimo to jestem zadowolony i dobrze się stało, że brałem w tym wszystkim udział. Dziś jest chłodniej niż wczoraj. Teraz nie ma to znaczenia. Idę ul. Piecucha w stronę ul. Stalowej. Mam kilka informacji: pierwsza, że jest potwierdzony udział w wizycie studyjnej w stowarzyszeniu Farma z czwórką młodzieży. Druga informacja: Centrum Handlowe AGORA organizuje warsztaty taneczne i jesteśmy zaproszeni do udziału. Będzie Hip-hop, tańce orientalne i taniec klasyczny. Fajnie będzie się w to zaangażować. Mam nadzieję, że uda mi się kilka osób namówić. Siadam na murku i dzwonię do dwóch chłopaków, bo mam ich nr komórki. Jeden jest na ławce a drugi koło boiska. Umawiamy się. Wyciągam fasolki i zaczynamy grę. Dziś warunki są dobre, jest stół, ławki i kilka krzeseł. Dla każdego jest miejsce przy stole. Po kilku grach idziemy na Plac Zabaw. Tam już trwają prace porządkowe przed niedzielnym Świętem Mieszkańców Bobrka (będzie tam także wystawa chłopaków). Na szachownicy jest kolejnych kilka osób. To już inna ekipa, panienki, muza, gimnazjum. Inny świat. Przez wakacje wiele się zmieniło a teraz widzę to coraz wyraźniej. Opowiadam o wyjeździe i warsztatach tanecznych. Jest kilka chętnych i to się liczy. Przybiega P. z jakimś starym nożem. Rzuca nim  wszędzie, a ja czuję się jak w krainie latających noży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz